Zrujnowana "Nowa Aleksandria". Opuszczone Przedsiębiorstwo Zakładów Zbożowych, cz. II

By // Brak komentarzy:
Kiedy pierwszy będąc w podróży z Tarnowa do Warszawy pociągiem, zauważyłam tego kolosa przez okno to wiedziałam, że muszę odwiedzić to miejsce. Dużo lat upłynęło, bo aż 4, zanim dopięłam swego celu. Trochę żałuję, że tak późno, chociaż i teraz miejsce robi ogromne wrażenie. Bardzo trudno jest przyjąć, że taki zakład, który zatrudniał 300 pracowników, a czasami nawet ponad, musiał upaść. Ale właśnie - czy musiał? Jak wyglądały jego losy po wkroczeniu kapitalizmu?
Wspomniałam już o postaci Pawła G. Miał to był dobry, nowy duch tego miejsca. Wcześniej chciała przejąć go pewna prezes z Krakowa, jednak "ci z Warszawy" nie zgodzili się na to. Ale już syn byłego posła mógł kupić zakład i to nawet nie za gotówkę. Wystarczył kredyt z BGŻ pod zastaw maszyn młyna. Organizował pikniki dla byłych pracowników przekonywał, jak będzie wspaniale.  Ludzie cieszyli się, że znowu będą mieli pracę, że nie zostaną na lodzie, przecież mówił o ponownym starcie "Nowej Aleksandrii". Ale niestety, marzenia szybko się oddaliły, być może w stronę prawdziwej Nowej Aleksandrii. Piknik był za pieniądze z funduszu socjalnego, potem zabrakło nawet na papier toaletowy dla pracowników... Od 1998 roku nie wypłacał pensji, mimo, że ludzie ciężko pracowali. 22 września 1999 zakład oficjalnie upadł - elektrownia odcięła prąd. Nowy właściciel jednak nie bardzo się przejął całą sprawą, co więcej - jeszcze więcej na tym zarobił. Wywiózł najcenniejsze urządzenia a w najwyższej części budynku ustawił anteny pewnej firmy, za co płaci mu do dzisiaj a ludzie mogą cieszyć się zasięgiem telefonicznym. I w zasadzie tylko tym, bo pracę stracili. Walczyli, ale można już chyba powiedzieć, że tę walkę przegrali: właściciel zniknął i nic nie można zrobić. Gdyby ogłoszono upadłość, ktoś mógłby zakład odkupić, ale to chyba nie było na rękę.. tylko komu? Ludzie walczą o swoje pieniądze, tylko czy nie jest to już walka dla zasady albo gorzej: walka z wiatrakami...?
Niektórzy mówią, że jeszcze w 2009 i 2012 było co ratować. W środku stały jeszcze duże maszyny, sprzęt był w dobrym stanie. Dzisiaj nie znajdziemy już nawet kawałka któregokolwiek z nich. Nawet zdezelowana manewrowa lokomotywka zniknęła ze swojego miejsca, ukradziono część szyn kolejowych.
Teraz bawią się tam dzieci, bo nie ma już czego ukraść. Biegają, rzucają do siebie drutami, kawałkami rozwalających się budynków. To ruina i symbol niszczącej siły kapitalizmu, który doprowadził wiele prężnie działających zakładów to ruiny. On jednak miał szansę, którą zabrano mniejszością głosów i sił.

Zapraszam do fotorelacji z 20 sierpnia 2016 roku



Z pamiątek po dawnej działalności zakładu pozostały już tylko etykiety














Z najwyższych pięter zakładu możemy zobaczyć piękny bezkres...



Daty, dość dawne... zapewne "napisane" przez byłych pracowników















Cały teren ozdabia graffiti, które naprawdę dodaje temu miejscu uroku. Takie samo spotkałam w nieistniejących już Niedomickich Zakładach Celulozy

Zrujnowana "Nowa Aleksandria" - Opuszczone Przedsiębiorstwo Zakładów Zbożowych, cz.I

By // Brak komentarzy:
Pewnie niektórzy pamiętają albo chociaż znają utwór "Nowa Aleksandra" nowofalowego zespołu Siekiera, który w czasie komunizmu grał w Polsce i śpiewał o różnych sprawach: albo opisywali rzeczywistość, albo buntowali się w swoich tekstach. W tym przypadku chcę przytoczyć tekst tego pierwszego rodzaju, który może nam coś zobrazować.
Kiedy stoję, patrzę w okno, krótka chwilaIdą ludzie tam za bramą, jeszcze senniNa ulicy mały płomień porzuconyNasze domy pośród nocyNasze domy obok fabryk
Zapewne mniej więcej tak wyglądało życie okolicznych mieszkańców i pracowników, kiedy to w 1955 roku Zakład rozpoczął swoją działalność. Okres idealny dla rozwoju takich zakładów - państwo ponoć rosło w siłę, wraz z nim ilość zakładów. To przedsiębiorstwo było jedynym takim miejscem w całym Kozłowie, dawało zatrudnienie ponad 300 osobom. To niesamowita liczba, można chyba śmiało powiedzieć, że cały Kozłów jak i mieszkańcy okolicznych wsi znajdowali tutaj zatrudnienie.Pracujący w zakładzie byli zadowoleni - mieli pracę i to w dodatku z jednym z najlepszych Zakładów PZZ w Polsce, który mógł się poszczycić dość luksusowymi jak na tamten okres maszynami, które sprowadzano ze Szwajcarii i Niemiec. To, jak wiele produkował zakład widać w liczbach, które naprawdę potrafią zadziwić - kaszarnia dawała 75 ton kaszy, młyn "zaledwie" 300 ton mąki. I to wszystko w wymiarze dziennym! Najwięcej pracy było oczywiście po żniwach - był tutaj ogromny punkt skupu zboża, ruch był ogromny, pracowano na 3 zmiany...
Niestety, to co stało się później to historia wielu zakładów, nie tylko PZZ Kozłów. Kiedy komunizm upadł, a kapitalizm szybko postępował wygryzając dotychczasowe zakłady-molochy, okazało się, że PZZ Kozłów też nie miało szans. Dlaczego? Wiadomo, długi rosły, ale nie były tak ogromne jak w wielu innych przypadkach, w których - po chudych czasach - nadeszły bardzo grube. Byli pracownicy mówią, że był plan uratowania Zakładu i byłoby to realne, jednak około 1997 roku pojawił się Paweł G., który odebrał szansę na odrodzenie się tego przedsiębiorstwa. Na początku był piknik, były kiełbaski i zabawy, a potem? Potem było już tylko gorzej.
































A na koniec nietypowe ogłoszenie: Dla wszystkich tych, którzy kochają opuszczone miejsca lub znają takie osoby, chcą dostać oryginalny prezent jest to w końcu możliwe. Wystarczy kliknąć :)


Followers

Recent Posts

Popularne Posty

Popularne Posty