Wieczna kolonia. Opuszczony ośrodek w górach, cz. I

By // Brak komentarzy:
W dzieciństwie zapewne każdy z nas chociaż raz był na kolonii, czy to w górach, czy to nad morzem. Mieszkaliśmy a to w domkach letniskowych, a to w pensjonatach lub w domach wypoczynkowych, prowadzonych przez uprzejmą rodzinę. Wszystko było tam swojskie, można było się powygłupiać, potem wraz z wchodzeniem dorosłość można wspominać te beztroskie czas, opowiadać, dzieciom, wnukom. Można odczuwać chęć podzielenia się z młodszym pokoleniem takimi wrażeniami, zabrać go w to samo miejsce. A co, kiedy wejdziecie, a tam nie będzie nikogo? Zupełnie nikogo? Ani gości, ani kelnera, ani pani pobierającej opłaty za pokój - zupełnie nikogo?
Na pewno ten ośrodek widział niejedną wycieczkę szkolną, przyjął niejedną kolonię i wiele, wiele rodzin. Jeszcze do niedawna można było wypocząć tutaj za ok.50 zł. Ośrodek co prawda wygląda, jakby zatrzymał się w latach 90 - tych, jednak nawet do teraz sprawia wrażenie niezwykle schludnego i przyjaznego miejsca. Cały teren składał się z dwóch budynków: hotelowego i restauracyjno-socjalnego.
Pierwszy z budynków, do którego weszłam był ten, który niegdyś pełnił funkcję restauracyjnego. Wejście prowadziło przez znacznej wielkości kotłownię. Kiedy już weszłam na salę restauracyjną byłam nieco w szoku i nie mogłam uwierzyć, że to miejsce jest opuszczone. Stoliki były nakryte do posiłku, na każdym położone były talerze, serwetki, szklanki a na niektórych kieliszki do wina czy też soku. Nie było widać śladów nieproszonych gości czy też nawet kurzu, który osiadł w związku z brakiem sprzątania. Miejsce całkowicie zatrzymane w czasie, co potwierdzało się wraz z każdym pomieszczeniem, które mogłam odwiedzić, szczególnie kuchnia. Tam w zlewie czekały jeszcze naczynia do umycia, a te, które położono na blatach miały zapewne być zapewne zaserwowane z pysznym daniem na sali. Przyprawy tylko gdzieniegdzie usypały się, tak stały i czekają wciąż na użycie. W małym pomieszczeniu obok znajduje się lodówka na napoje, w której zostały już tylko puste puszki.
Im wyżej, tym pomieszczenia są ciekawsze i bardziej kolorowe. Sala konferencyjna znajduje się w lekkim nieładzie, ktoś najwidoczniej szybko chciał zebrać krzesła i złożyć je w jednym miejscu, być może po to, aby zrobić miejsce na inny sprzęt. W innej sali, zapewne tej, która w czasie sylwestra i dyskotek dla dzieci pełniła funkcję parkietu (znajduje się tam także scena na podwyższeniu wraz z miejscem na mikrofon, z czego na pewno korzystała zapraszana orkiestra) teraz pełni funkcję mocniej rekreacyjną: stół ping-pongowy pozostawiony został z paletkami i piłeczką, więc każdy obecny "turysta" może oddać się grze. Oprócz pomieszczeń socjalnych i przeróżnych składzików na koce, pościele i prześcieradła w tym budynku odnajdujemy także pokoje - zwykłe, bez wielu udogodnień. Trochę zdezelowane meble pochodzą jeszcze z lat 80-tych. W jednym z pokoi na krześle leży przygotowana pościel i koce. Czekają na nowych gości? Jeśli tak chyba już nigdy się nie odczekają.

Zapraszam na fotorelację z października

















Odejście "Tarnowianki". Opuszczona cegielnia na biegunie ciepła.

By // Brak komentarzy:
W zeszycie nr 8 Przeglądu Budowlanego z 25 sierpnia 1936 roku możemy znaleźć krótką wzmiankę o bohaterce naszego wpisu - Cegielni Tarnowianka:

Dnia 22 maja 1936 roku wpisano do działu A.rejestru handlowego pod numer 363 firmę.
Brzmienie firmy: "Zakłady Przemysłowe Tarnowianka B. Safier, E. Ekstein, S-ka w Tarnowie.
Siedziba przedsiębiorstwa: Tarnów.
Przedmiot przedsiębiorstwa: Prowadzenie fabryki dachówek i cegieł, fabryki drutu i gwoździ oraz sprzedaż wyrobów tychże fabryk.
Imiona i nazwiska wspólników: Jawnymi spólnikami są Benzion Safier, Dr. Eljasz Ekstein, Emil Weinberger, Józef Safier i Maurycy Ekstein.
Mogłoby się wydawać, że skoro cegielnia działała wiele lat, znajdzie się na jej temat sporo informacji. Niestety, nic bardziej mylnego. Powyższa notka jest jedną z dłuższych, jakie można znaleźć na temat tej cegielni. Niewiele więcej można znaleźć o niektórych właścicielach, czy inaczej mówiąc - "spólnikach". Pierwszym z wymienionych był Benzion Safier, czyli bogacz z Tarnowa, którego opisywano niegdyś w numerze 36 Przyjaciela Ludu z 1912 roku. Piszę się o tym, jakoby Benzion nie płacił podatku nałożonego na niego w związku z innym - równie dochodowym co cegielnia - interesem, jakim był spław zboża. Płacić nie chciał, bo jak stwierdził autor noty: każdy Żyd chce ciągnąć zyski olbrzymie - a nie płacić podatku. Z krótkiego opisu Benziona można wywnioskować, że był to prawdziwy biznesman, zaradny, myślący i mający jeden cel - zarobić. Tak naprawdę tylko o nim mamy jakiekolwiek inne informacje, niż podane daty urodzenia oraz śmierci.
Wraz z ruszeniem "Tarnowianki" rozrósł się bardziej teren przemysłowy Tarnowa, w okolicy działała już bowiem inna cegielnia "Konstancja". Na pewno przez wiele, wiele lat było świetnie - cegielnia dawała pracę oraz materiał na budowę domów, innych fabryk. Pracownicy mogli liczyć nie tylko na regularną i uczciwą zapłatę za swój wysiłek, ale mogli też oddać się rozrywce. Józef Sztorc pisząc o sporcie w Tarnowie sprzed lat pisze, że w 1934 roku powstał Robotniczy Klub Sportowy Romania, który powstał przy tartaku księcia Sanguszko Roman po 1934 i był w całości rzez niego finansowany. Grali w nim głównie młodzi pracownicy tartaku Roman, Rudy, cegielni Konstancji i Tarnowianki.Przetrwała wojnę i po niej działała niemniej prężnie niż przed tym trudnym okresem. Nie wiemy niestety, co było z nią w trakcie wojny, a mogło dziać tam się wiele, jak w przypadku cegielni "Konstancja", w której to ówczesny właściciel ukrywał Żydów.
Po wojnie nastał czas zmian, cegielnia trafiła pod skrzydła państwa. Moi dziadkowie pamiętają jeszcze, jak działała, jak kobiety i mężczyźni maszerowali rano długą ulicą do Zakładu. Niestety, zarówno ludzie jak i zakład skończył jak wiele innych po upadku komunizmu - został opuszczony. Upadek zakładu nastąpił bardzo szybko, bo już w 1992 roku zamknięto go na zawsze.
W miesięczniku Nowiny tarnowskiej gminy z września 1995 roku opisuje się problemy "Tarnowskich Zakładów Ceramiki Budowlanej" w innej części miasta, która miała na głowie jednak dwie opuszczone, i zniszczone cegielnie. Wśród nich znajduje się nasza "Tarnowianka" o której wówczas pisano tak:

"Tarnowianka" jest nieczynna od 3 lat i praktycznie nie ma możliwości jej uruchomienia. Jest poważnie zdewastowana. Mury pękają. (...) Na jej terenie, po wyburzeniu, powstanie atrakcyjny pod względem budowlanym obszar leżący tuż przy obwodnicy, który można by znakomicie wykorzystać.
 I stało się, w maju tego roku wyburzono cegielnię. Zmieciono ją z powierzchni ziemi wraz z jej historią, która do dzisiaj nie jest zbytnio znana. Sama był milczącym świadkiem przeszłości.
Kiedy byłam tam w raz ze znajomymi w październiku 2015 roku spotkaliśmy zagranicznych turystów. Kto by się spodziewał, że taka nieznana cegielnia może zaciekawić kogoś spoza granic gra, ba, spoza granic miasta! Jednak mogła i ciągle może - to niezwykłe miejsce.

Zapraszam do fotorelacji z 10 października 2015 roku
















Po kolei. Opuszczone obiekty PKP.

By // 5 komentarzy:
Jak jest z naszymi kolejami, chyba każdy wie i nie trzeba opisywać. A jeśli nie zna sytuacji i jest bardzo ciekawy, mogę podpowiedzieć, że nie jest najciekawiej. Jakieś 2 lata temu rozpoczęto akcję wyburzania nieczynnych dworców. Te, które uchroniły się przed buldożerem stoją i niszczeją, często są albo już całkowicie rozkradzione i zniszczone, jak np. dworzec w Zgorzelcu, który odstrasza podróżnych od odwiedzenia tego miasta, a niektóre dopiero są rozkradane. Jednak nie tylko dworce są obiektami, które należą głównie do PKP i nikną z dnia na dzień. Ja miałam przyjemność odwiedzić wieżę ciśnień i małą myjkę kolejową, chociaż przyznam, że w okolicy znalazłoby się jeszcze więcej kolejowych obiektów.
Wieża ciśnień pochodzi sprzed II Wojny Światowej, najprawdopodobniej wybudowano ją między 1917 a 1918 rokiem. Wygląda, jak wiele podobnych, położonych w innych miastach wież ciśnień: ogromna, żelbetonowa konstrukcja. Od lat stoi i niszczeje, jest w coraz gorszym stanie, czemu nie służy jej ogólnodostępność. Było wiele pomysłów, jak można by zagospodarować chociażby wieżę ciśnień: galeria sztuki, muzeum techniki kolejowej... Niestety, nic z tego nie wyszło. Co więcej, dostęp do wieży jest coraz łatwiejszy i łatwiej można ją zdemolować. Nie jest też zbyt bezpieczna, ponieważ stalowe schody są w złej kondycji, a dzieci spędzają tam swój wolny czas.
To samo dotyczy myjki kolejowej, teoretycznie nikt nie powinien przebywać w okolicy jej terenu, praktyka mówi inaczej: złomiarze, dzieci i drobne pijaczki kręcą się tam non stop.
Wieża, która przypomina najbardziej tę w okolicy dworca "Kraków Główny" niszczeje z dnia na dzień, mimo tego, że można by ją zagospodarować z pożytkiem dla kultury lub historii. Niestety, jedyną historię póki co mogą opowiedzieć Wam zdjęcia, obiekt sam o sobie wiele mówi i pokazuje, ile już przeżył.











"Dom słońca". Opuszczone gospodarstwo w L.

By // Brak komentarzy:
Opuszczone miejsca wywołują różne emocje. Niektóre potrafią nam udowodnić, jak bardzo życie człowieka jest kruche, jak szybko wiele potęg - czy to tych ukrytych w rodzaju ludzkim czy po prostu, w przemyśle potrafi upaść. Ale ten dom był dla mnie wyjątkowy. Czułam w nim ciepło rodzinne, być może i dawnej rodziny, która kiedyś tutaj mieszkała. Kojarzy mi się z moim domem rodzinnym - mała kuchnia wypełniona słońcem, wąskie schody w górę, ściany oklejone boazerią i wielki salon. Weszłam przez pokój, który wyglądał jak element strychu, jakaś spiżarnia, może składzik. Pierwsze, co zobaczyłam, to obraz z Jezusem i ogromna i dymion po winie. Życie pisze różne scenariusze, ale to ułożenie tych przedmiotów było wyjątkowe, bo czy nie kojarzy nam się z konkretnym epizodem z Biblii? ;) Obok tych dwóch - powiązanych ze sobą w pewien sposób elementów - stała wielka "maczuga". Dość dziwne połączenie, prawda? Dalej weszłam do pokoi na piętrze. Przede wszystkich ogromne wrażenie zrobiły na mnie meble - stara szafa, toaletka, komoda. Nie znalazłam zbyt wielu pamiątek po dawnych mieszkańcach, zaledwie kartkę z życzeniami, książeczkę o motoryzacji i rysunek dziecka. Widać było, że fascynował się westernami, nie zabrakło cowboy'a. Wyobraziłam sobie, jak kiedyś musiało się tutaj mieszkać, w tych pokojach urządzonych z gustem, bo mimo tego, że lata mijały one robią wciąż wrażenie.
Parter był niemniej zaskakujący. Kuchnia była rzeczywiście mała, ale mimo tego wypełniona była ciekawymi meblami, które były gdzieniegdzie przeszklone i pokryte różnymi kolorami. Słońce, które wciąż towarzyszyło mi podczas zdjęć pięknie je podkreślało. Pokoje, które były blisko kuchni w większości były puste, często "zasypane" piaskiem, jednak było jeszcze jedno pomieszczenie, którego nie sposób ominąć - to salon. W nim prawdziwa uczta dla koneserów mebli, bowiem praktycznie w centrum pokoju stoją meble, które pochodzą z XX-lecia międzywojennego albo po prostu tak wyglądają. Dodatkowo wszystko wieńczy obrazek oprawiony i postawiony w widocznym miejscu, czyli praca japońskiego twórcy Hokusaiego. Tak, dawni właściciele musieli mieć jednak gust, ponieważ rzadko spotyka się takie ozdoby, które nie są pejzażami bazarowych artystów.
Ten piękny wrześniowy dzień kiedyś musiał się jednak skończyć. To był mój drugi dzień intensywnych eksploracji i kolejny wspaniały obiekt. Kiedy wychodziłam z domu, ciągle towarzyszyło mi słońce. To chyba najpogodniejsze miejsce, które miałam okazję odwiedzić i mimo tego, że umiera i kończy swój kres czułam się tam wspaniale.



























Followers

Recent Posts

Popularne Posty

Popularne Posty