Marzenia skrojone na miarę. Opuszczona wiejska chata postępowej projektantki

By // 4 komentarze:
Kiedy przedzierałam się przez krzaki do drzwi tego domu nie byłam pewna, czy aby na pewno jest opuszczony. Wątpliwości szarpały mną tym bardziej w momencie, kiedy pchnęłam uchylone drzwi i znalazłam się w środku - pomieszczenie wyglądało jakby jednak ktoś tutaj mieszkał, zaraz miał wrócić i zacząć krzyczeć, co my właściwie robimy w jego domu? Ale nie stało się tak - dom był pusty, po dawnym właścicielu pozostały tylko przedmioty chociaż można było poczuć ducha miejsca i dawnej mieszkanki - chatę i mnie przepełniało dość pozytywne uczucie. Chciałam zostać, zasiedzieć się, najlepiej wypić herbatę i posłuchać, co to miejsce ma do powiedzenia. Atmosfera starej, wiejskiej chaty, gdzie czeka miła staruszka dająca ciepło i gwarancję tego, że z chęcią przyjmie pod swój dach - tak właśnie tutaj się czułam.
Weszłam do pierwszego pomieszczenia. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to pierzyna, która wietrzyła się nad pięknym, kaflowym piecem. Niestety, nigdy nie zdążono jej zdjąć i zaścielić nią łóżka, aby w jesienne wieczory móc się pod nią ogrzać. wszędzie walały się ubrania - bardzo ciekawe, trzeba przyznać, że niewiele kobiet miałoby kiedyś odwagę takie założyć. Albo pozwalały eksponować dekolt, niektóre miały na celu mono podkreślić figurę, odsłonić nogi. Z szaf wylewały się stosy ubrań, które miały barwy z całej gamy tęczy - czerwone, wściekle niebieskie, błękitne, turkusowe... Aby przejść do kolejne izby mijało się mały korytarzyk, w którym to stał prześliczny kredens o wspaniałych rzeźbieniach. To małe pomieszczenie traktowano jako składzik, gdzie magazynowano miotły, wiaderka, łopaty do odśnieżania. Kolejna izba okazała się wspaniała: to tutaj znalazłam łóżko z pięknym elementem rzeźbienia, ławkę, góralskie chusty, kolejny piec kaflowy. To tutaj gospodyni przyrządzała posiłki, najprawdopodobniej tylko dla siebie. Na ścianie obok wisiało jej portret - młoda kobieta ubrana w strój góralski, w haftowanej kamizelce, koralami, z pięknie ułożoną fryzurą, która podkreślała jej rysy twarzy. Ten strój nietypowy dla okolic, bo do gór jeszcze daleko... W oczach miała coś niesamowitego, może trochę dzikiego - na pewno umiała postawić na swoim, ale mimo to widać w niej jakąś łagodność i poczuć można sympatię. Na pewno wisi tutaj już wiele lat i przeżyło swoją gospodynię.
I w końcu, na środku pokoju stoi ona - maszyna do szycia. To na niej gospodyni musiała spędzać wiele godzin, szyć z pasją te wszystkie piękne stroje. Szkoda tylko, że żadne z nich nie wyszło poza próg tej chaty, miały potencjał, zapewne jak i ich projektantka. Ale zostały tutaj, gdzie kurzą się porzucone z dnia na dzień. Kobieta najprawdopodobniej nagle umarła, być może od zawsze była sama albo nikt z jej rodziny nie zainteresował się tym, co po sobie tutaj pozostawiła.
To miejsce przyciąga mnie do siebie, niebawem chcę tam wrócić. Wywołuje we mnie niezwykle ciepłe emocje, ale z drugiej strony czuję nieodzowny smutek. To chyba jedno z niewielu miejsc, które pozostały w takim stanie, które pokazują piękno dawnej wsi, mieszkańców. Boję się tam wracać, bo jeśli zobaczę, że coś się zmieniło, albo, że tego miejsca już nie ma... smutek tylko głębiej się wryje. Dzień, w którym tam byłam był niezwykle szary, ulewny, pomieszczenia zalewał mrok, ale mimo to przebywanie tam sprawiało mi radość, przywoływało ciepłe wspomnienia, uroki dawnej wsi. I oby przetrwało, może zostało uratowane, bo takich miejsc już prawie nie ma.

Fotorelacja z listopada 2016 roku
























Ostatni pacjent - opuszczona przychodnia wojskowa

By // Brak komentarzy:
Wielu wojskowych mieszkało bądź gościło Sulejówek. Nic dziwnego, przecież to tutaj mieszkał marszałek Piłsudski wraz z rodziną. Jego willa do niedawna jeszcze była zarośnięta, zdewastowana, zniszczona mieszkaniem osób mieszkających tutaj w ramach przydzielenia im mieszkań komunalnych - eksploatacja miejsca i brak remontu doprowadził miejsce do niekoniecznie dobrego stanu. Na szczęście wieści dochodzące z Sulejówka są dobre - miejsce będzie odnowione i pozostawione w takim stanie, z którego sam marszałek byłby dumny. Niestety, nie każdy obiekt, nawet ten wojskowy może skończyć w ten sam sposób. Coś wie o tym budynek przychodni wojskowej, która znajduje się praktycznie przy ulicy Okuniewskiej.
Aktualnie ciężko zgadnąć, jaką funkcje pełnił budynek. Zniszczony, ogołocony z okien, drzwi a nawet futryn, z odchodzącą od muru elewacją i farbą. Mur zresztą jest pomazany czerwoną, tudzież czarną farbą, albo jakieś "złote myśli" zostały wręcz wyryte na ścianach budynku. Cały obiekt jest otoczony ogrodzeniem, które również się zapada, gdzieniegdzie tylko pojękuje drut kolczasty, który kiedyś miał odstraszać potencjalnych poszukiwaczy przygód. To ogrodzenie to tylko pozory, w środku jest ich trochę. Pozornie wstępu zakazuje znak o tym samym znaczeniu, który wylądował w jednym z pomieszczeń. Ale to tylko pozory.
Czy opieka medyczna była tutaj także pozorna? Ciężko stwierdzić, bowiem żadnych wiadomości o przychodni (błędnie nazywanej często "szpitalem wojskowym") aktualnie nie znajdziemy. Ciężko stwierdzić, kiedy budynek został wzniesiony, być może około 1950 bądź 1960 roku, czyli w czasie, kiedy postawiono sąsiadujące z przychodnią kasyno wojskowe. Tak samo ciężko oszacować, jak długo funkcjonowała, patrząc na stan zapewne działała do końca lat 90-tych. Z początkowego wyglądu przychodni zostały tylko kafelki w łazience. Resztki wyposażenia, które znajdujemy w środku raczej nie pochodziły z tego budynku - okoliczna młodzież, która spędza tutaj weekendy, imprezuje, wagaruje zapewne "przytargała" je z innych, opuszczonych obiektów albo ze śmietników. Urządzili się nieźle, nie można im tego ująć. Na pewno znajdują tutaj spokój i mogą pozwolić sobie na zrobienie rzeczy, których na osiedlu nie mogą robić. Tylko Ci eksploratorzy... Po co tutaj się złażą i przeszkadzają?
Ano, przychodzimy po to, żeby uwiecznić ostatnie lata, miesiące, dni albo i godziny jakiegoś miejsca. Nie wiadomo, ile przychodnia jeszcze postoi, z dnia na dzień wygląda coraz gorzej. Dlaczego miejsce musi zniknąć? Dlaczego zaprzestało swojej działalności - czy może nie było wystarczająco dobre? Ile czekało się w kolejce do lekarza? Czy to było dobre miejsce? To pytania, które pozostaną raczej bez odpowiedzi. Czy ktoś się oburza, że to miejsce wygląda, tak jak wygląda? Że czeka je taki los? Chyba już nikt - odejdzie w zapomnienie, jak jej pacjenci...

Fotorelacja z marca 2017 roku

























I kilka dwa obrazki z "zapomnianego" Sulejówka:





Upadek kultury. Opuszczone kasyno oficerskie i dom kultury

By // Brak komentarzy:
"Przepraszam, Panie robią zdjęcia temu bydynkowi?" - starsza kobieta, która obserwowała nas już od dawna podeszła do nas z psem, którego wyprowadzała w okolicy kolejnej ruiny. Jak to bywa, nie wiedziałam dokładnie, czego się spodziewać, przecież nie zawsze każdy jest zadowolony z tego, że ktoś kręci się w okolicach zdewastowanego obiektu, a tym samym też często w okolicach ich mieszkań, domów, całych działek. Odpowiedź była więc sprytnie mocno dyplomatyczna, ale nie zniechęciła starszej Pani. "No to jeśli robocie, i gdzieś to opublikujecie, to napiszcie, co się dzieje! Kiedyś tutaj, Proszę Pani, to do kina się chodziło, to imprezy kulturalne były, sylwestrowe bale się urządzało, andrzejki, a teraz o, proszę - dach się sypie a młodzież, łobuzy takie chodzą tu po tym dachu, krzyczą piwsko piją! Tak to się porobiło, tak to wszystko upadło, w mgnieniu oka proszę Pani!". No to piszę, nie będę obojętna na potrzeby społeczne ;)
Budynek kasyna wojskowego mieści się w Sulejówku. Od dworca nie idzie się wcale długo, jest też budynkiem bardzo charakterystycznym, różniącym się od innych zabudowań. Zbudowany w latach 50-tych zdecydowanie odstaje stylem architektonicznym. Kiedyś do budynku prowadziły duże, miejscami przeszklone drzwi, dzisiaj wchodzi się drzwiami dla obsługi albo...oknem. Po wejściu do budynku zwykle wita głucha cisza, ale niekoniecznie w przypadku tego miejsca. Usłyszymy tutaj albo złomiarzy, którzy wymontowują sukcesywnie grzejniki i rury, a efekt ich prac widać w każdym budynku - ciężkie "skarby" przygotowane są w każdym pokoju, czekają cierpliwie na wywózkę. Można też spotkać okoliczną młodzież, która wieczorami urządza sobie tam spotkania towarzyskie, może w spokoju zapalić papierosa albo wszystko inne, co można palić a niekoniecznie jest to legalne, można tez napić się piwa lub wódki i to bez obawy, że ktoś z rodziny zauważy - kto normalny chodziłby w takie miejsca, zwłaszcza wieczorową porą? Takie miejsce pozwala też dać upust swoim emocjom - bezkarnie ciężkimi rurami można walić na oślep po ścianach, framugach, oknach, grzejnikach, kafelkach i uposażeniu toalet. I właśnie na taką młodzież natrafiłyśmy w ten sobotni, marcowy poranek, z którą bawiłyśmy się wręcz w ciuciubabkę w trakcie całego naszego pobytu wewnątrz.
Kiedyś było to miejsce, do którego także chętnie przychodziła młodzież, ale nie tylko - bawili się tutaj wszyscy. W sali, która teraz jest spowita mrokiem i ciężko się przez to po niej poruszać odbywały się seanse filmowe, zbierało się tutaj naprawdę mnóstwo ludzi i nie było żadnego problemu, aby pomieścić wszystkich na seansie filmowym, była naprawdę przestronna. Czasami sala kinowa zamieniała się w salę koncertową, teatralną, a deski, po których stąpali aktorzy w przeróżne święta i uroczystości zmieniały się w parkiet do tańca. działo się sporo, a to tylko fragment działalności domu kultury., bowiem odbywały się tutaj także zajęcia dla dzieci i młodzieży. Na samym początku, zaraz po wzniesieniu budynku pełnił on funkcje kasyna wojskowego, czyli - jakby nie patrząc - także instytucje kulturalną.
A dzisiaj? Po kulturze nie ma już ani śladu. Jest tylko postępująca dewastacja mimo tego, że budynek został wpisany do rejestru i oficjalnie jest już zabytkiem, jednak prac - prócz tych które wykonują szabrownicy - nie widać, na pewno nie są widoczne takie, które mają na celu zabezpieczenie budynku. I niestety, tak upada kultura, znowu.

Fotorelacja z marca 2017 roku





















Followers

Recent Posts

Popularne Posty

Popularne Posty