wtorek, 9 sierpnia 2016

Osierocony dwór na Mazowszu

Dwór, który dzisiaj chciałabym przedstawić, wydał na świat wielkich. "Wydał" to oczywiście słowo, które należy rozumieć w sposób metaforyczny, bowiem w miejscu tym urodziło się i żyło wiele znanych i szanowanych osobistości. Niestety, dwór do II Wojnie Światowej był przekazywany z rąk do rąk a w latach 90-tych skończyło się w nim życie raz na zawsze.
Dwór wzniesiono na przełomie XVIII i XIX wieku dla rodziny Szymanowskich na miejscu wcześniejszego drewnianego, który istniał jeszcze w rok 1760. Rodzina fundatorów posiadała majątek do około 1880 roku, bowiem po nim był już w posiadaniu Potockich, W latach 1960-64 dokonano gruntownego remontu dworku. W budynku funkcjonowała szkoła podstawowa, która zakończyła swoje funkcjonowanie w tym miejscu około lat 90-tych i od tego czasu stoi opuszczony.
Co do samej architektury dworu jest on murowany z cegły, otynkowany, posadowiony na planie prostokąta, ma regularną bryłę. Parterowy, podpiwniczony, z poddaszem przykrytym dachem czterospadowym o połaciach krytych gontem. Wejście ujęte jest przez dwie kolumny toskańskie, które są posadowione na cokołach. Całość skomponowana jest w duchu klasycyzmu.
Dwór był miejscem urodzenia i wychowywania się kilku znanych osobistości, głównie z rodziny Szymanowskich. Jednym z nich był Józef Szymanowski, który był znanym poetą okresu Oświecenia. Swój pierwszy utwór opublikował na łamach czasopisma "Zabawy Przyjemne i Pożyteczne". Innym znanym Szymanowskim był także Józef, jednak zajmował się już zupełnie czymś innym niż bratanek. Wojskowy, kapitan, uczestniczył czynnie w walkach o obronę Warszawy w 1749 roku. Razem z pułkiem piechoty brał udział w kampaniach 1812, 1813 i 1814 awansując na pułkownika. Brał także udział w Powstaniu Listopadowym a po jego upadku został internowany i wkrótce znalazł się na emigracji.
Jak widzimy, dwór, który przyjmował i wydawał wielu możnych, niestety - dzisiaj przyjmuje w swoje progi każdego. Niezabezpieczony stał się miejscem zabaw miejscowych, tzw. "menelosada". Wszędzie walają się puszki a dwór został już całkowicie pozbawiony wszystkiego przez szabrowników i złomiarzy. Bardzo smutny to widok, kiedy takie miejsce upada. Niestety, nie ostały się żadne zdjęcia ( przynajmniej ogólnodostępne) na których możemy zobaczyć, jak dwór wyglądał w czasie swojej świetności. Została nam tylko wyobraźni,a która prawie nigdy nie zawodzi.



























Czytaj dalej »

sobota, 6 sierpnia 2016

Pociąg w jedną stronę - martwa wieś

Ta wyprawa miała smak słodko - gorzki. Słodki, bo udało się znaleźć się fantastyczne miejsce, które wyglądało bardzo niepozornie, gorzki, bo skończyło się odwiedzinami szpitala przez ponad 3 tygodnie.
Wieś, w której szukałam tego upalnego, wrześniowego dnia ciekawych obiektów została przez mnie nazwana martwą. Nie jest ona jednak całkiem opuszczona, bowiem ludzie zamieszkują ją, jednak ze względu na to, że nie przesiadują ciągle w swoich domach wieś sprawia wrażenie opuszczonej. Żadnej osoby nie spotkasz na ulicy nawet wtedy, kiedy napada na Ciebie i gryzie puszczony samopas zwariowany pies ( tak, to powód moich wizyt - jak widać, Urbex jest niebezpieczny, ale rzadko kiedy jest głównym powodem wypadków - zwykle zdarzają się one po drodze).
Pierwsze, co na pewno każdy chce zwiedzić trafiając tutaj to opuszczony budynek PKP. Kiedyś przebiegała tutaj linia z południa kraju do Warszawy. Teraz pociągi do Warszawy z nawet okolicznych miejscowości jeżdżą bardzo sporadycznie, dosłownie są to dwa razy w ciągu całego dnia. Stację kolejową otwarto w 1906 roku, zamknięto na początku XXI wieku.
 Niestety pomimo wielu prób nie udało się wejść do budynku byłego dworca. Jednak przez okna dało się zauważyć, że pozostało niewiele wyposażenia, na ścianie ciągle znajduje się malowidło, które miało chyba umilać oczekiwanie na pociąg.







Na szczęście kolejny budynek, który odwiedziłam okazał się bardziej szczęśliwy pod względem możliwości wejścia. Wydawał mi się bardzo niepozorny, ot, taki sobie kwadratowy domek, jakie często widujemy zarówno w miastach jak i na wsiach - taki sobie komunistyczny, architektoniczny wymysł co drugiego mieszkańca Polski ( jak mogłoby się wydawać chociażby po tej mojej podróży). Przez chwilę byłam wręcz przekonana, że w środku jest pusty, że pewnie nie zdążył być nawet zamieszkanym. Na szczęście myliłam się i to bardzo. Mimo tego, że do drzwi, które znajdowały się w tylnej części budynku prowadziła długa, bolesna droga przez kłujące, wysokie krzewy było warto, ponieważ już na początku drogi w oknie, zauważyłam figurkę (właściwie to figurę!) Matki Bożej. Wiedziałam już, że ten dom należy do tych bardzo klimatycznych. Sam dom okazał się mieć jeszcze jedno piętro, do którego prowadziły strome i wąskie schody znajdujące się na zewnątrz budynku. Z zewnątrz pokryty był kolorową, wzorzystą tapetą. Bardzo nietypowy "dizajn", jeśli chodzi o lata 80, najpóźniej 90 - te. Niejedna osoba w dzisiejszych czasach miałaby opory przez użyciem takiej mieszanki wzorów, kolorów i form.
Wewnątrz było już całkiem...po "babcinemu". To określenie jest bardzo trafne, ponieważ jak się okazało z pozostawionej w środku korespondencji, dom zamieszkiwała starsza osoba, dokładnie kobieta. Znaleźliśmy także ślady po jej dzieciach (wątpliwe, że po wnukach również) w formie zeszytów szkolnych. Każde pomieszczenie było wypełnione przedmiotami kultu religijnego - figurki Matki Bożej, Jezusa, aniołów, różańce, obrazy święte... wszystko to bez wątpienia pokazywało, kim była mieszkanka tego domu. Dom był odwiedzony chyba tylko przez szabrowników kilka razy, widocznie niewiele ich zainteresowało - zrobili tylko bałagan. Stare, ale też wartościowe (niektóre) meble stoją, jak stały, może tylko w lekkim nieładzie tak jak i inne przedmioty. Piętro w przeciwieństwie do reszty budynku było osamotnione, puste. Jedynie targana przez wiatr pocztówka z krakowskiego Kazimierza od czasu do czasu wydawała szeleszczące dźwięki - być może - wspomnień i przeszłości.


















Czytaj dalej »

środa, 3 sierpnia 2016

Demon w opuszczonym dworku na skarpie

Miejsce to odwiedziłam rok temu w sierpniu. Znalazłam je przypadkiem, poszukując nowych, ciekawych miejsc do eksploracji. Ale jeszcze wtedy nie spodziewałam się, że zobaczę to miejsce ponownie, ale już na szklanym ekranie.
Na początku jednak chcę przedstawić zarys historyczny obiektu, chociaż nie powiem, że jest to łatwe. Zarówno o rodzie Sobolewskich, o ich dobrach jak i o samych miejscowościach, w których one się znajdują wiemy bardzo niewiele - internet i książki milczą, mylą nazwiska, sugerują, że chyba szukamy kogoś innego. O rodzie Sobolewskich wiemy tylko tyle, że wywodzą się spod herbu Ślepowron. O samym dworku, prócz szczegółów architektonicznych także wiem niewiele. Dzięki wykazie właścicieli dóbr tabularnych w Galicji z roku 1902 wiemy, że wtedy jeszcze znajdował się w rękach Stefana Sobolewskiego. A co było z dworem dalej? Ciężko odpowiedzieć na to pytanie, bowiem dwór nie został wymieniony nawet w książce poświęconej dworom z Małopolski, ich historii i dalszym losom, pomimo, że inne, opuszczone obiekty znalazły się na stronach tegoż wydania.
Tak jak wcześniej jednak powiedziałam, dużo możemy powiedzieć o położeniu i architekturze dworu. Położony jest na północnym obrzeżu wsi, tuż przy skarpie nadwiślańskiej. Murowany, wzniesiony na planie prostokąta z niewielką przybudówką,cofniętej od strony wschodniej. Główne wejście od strony wschodniej poprzedzone jest gankiem, który umieszczony jest niesymetrycznie do osi fasady, a który ozdobiony jest bogato zdobiony ażurową snycerką. Data, którą zobaczycie na zdjęciach, a która umieszczona jest w szczycie dachu ganku wskazuje oczywiście datę wzniesienia budynku. Elementami dekoracyjnymi fasad były obramienia okienne w formie wyprofilowanych w tynku opasek z kluczami w nadprożu i niewielkimi, ozdobnymi podokiennikami. Dach jest dwuspadowy, pokryty dachówką.Od strony południowej i zachodniej dworu możemy napotkać jeszcze ruiny dawnych zagospodarowań gospodarczych.
Dwór robi niesamowite wrażenie, ale oczywiście nie takie posępne, jak w filmie Marciny Wrony pt.Demon. Filmem zainteresowałam się stosunkowo niedawno, nie wiedząc jeszcze o tym, co tam zobaczę. Oglądając go miałam ciągle wrażenie, że chyba gdzieś już widziałam to miejsce, a może nawet w nim byłam... i tak, szybkie poszukiwania przyniosły równie szybki skutek - oczywiście to był dwór, w którym byłam równo rok temu. To co powiem, będzie subiektywne, ale według mnie dwór jest idealnym "aktorem" w tym filmie. Wiem, że nie tylko w nim kręcono sceny, jednak on najbardziej wbija się w pamięć i to już nie tylko moja opinia. Jednak nie jest tak bardzo demoniczny jak na dużym ekranie. Piwnica np. rzeczywiście przeraża, ale tylko i wyłącznie ze względu na swoją wielkość.
W każdym razie dwór warto odwiedzić. Na pewno ma w sobie ukrytą historię, do której być może kiedyś dotrzemy. Wyposażenia zachowało się niewiele, jednak detale takie jak rzeźbienie ganku, czy też detal na drzwiczkach okien piwnicznych. Na pewno nikt nie pożałuje wizyty w tym miejscu! 















Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia