Amerykański sen. Dom bywalców "Batorego", cz.I

By // Brak komentarzy:
Mało kiedy zdarza się, aby dom był tam bardzo wrośnięty w przeszłość. Zwykle znajdują się przedmioty, które wskazują na to, że jednak ktoś tutaj niedawno był: butelki po współczesnych napojach, puszki po konserwach bądź gazety, które wypuszczono z prasy drukarskiej najdalej kilka lat wstecz. Tutaj było zupełnie inaczej: wszystko było z poprzedniej epoki a nawet epok. Rzeczy, które można było odnaleźć w środku wskazywały na to, że dawni właściciele byli osobami inteligentnymi, które nie tylko zwiedziły sporo miejsc w naszym kraju, ale także udało im się udać za ocean - torby z rejsu "Batorym" oraz bogata korespondencja z ich znajomymi ze Stanów Zjednoczonych świadczyły o tym, że bywali tam nieraz. Być może także mieszkali tam przez chwilę, ponieważ w listach mowa była o przeprowadzce, przewozie rzeczy. A może dopiero chcieli przenieść się za ocean? Dzisiaj ciężko jednoznacznie to ocenić, za to wiadomo, że po podróżach do Stanów zostało sporo pamiątek, niektóre z nich były bardzo osobliwe. Ciuchy pozostawione w pokoju, gazety z modą lat 40 i 50 pozostawione na stoliku opowiadały historię o Pani - kobiecie eleganckiej, szykownej, z klasą. Zdjęcia, które odnalazły się w pożółkłej kopercie ukryte pod walizką z butelkami po orandżadzie przedstawiały piękną, młodą kobietę, zdjęcia pochodziły zapewne z lat 20 bądź 30. Czy ta kobieta to nasza gospodyni? A jaki był Pan? Jego znajdujemy mniej w pokoju, jednak można się dowiedzieć z pozostawionych dokumentów, że najprawdopodobniej pracował na kolei. Oderwane od dokumentu będącego zapewne dowodem osobistym zdjęcie świadczy o tym, że był nie mniej atrakcyjny od swojej dziewczyny, potem żony. Małżeństwo pięknie się prezentujące, być może zaliczane do okolicznej elity.
Stare radia, koronkowe rękawiczki, szkła po atramencie, wiekowa prezerwatywa, pisma przedwojenne i dzienniki. To strzępy historii nie tylko tej rodziny, ale i Warszawy.
























Warszawskie Mozaiki. "Dom Storczyka" na granicy miasta

By // 2 komentarze:
Myśląc o Warszawie mamy przed oczami nowoczesne miasto, które obfite jest w szklane wieżowce, rozbudowane, nowe bloki na zamkniętych osiedlach. Rzadko kiedy kojarzymy to miasto ze starymi kamienicami czy małymi domami, drewnianymi chatami, które przecież przed wojną bądź nawet po wojnie zajmowały większą część stolicy. Niektóre z nich przetrwały i poukrywane są za nowoczesnymi budynkami, zwłaszcza w tych dzielnicach, które uznawane są za "nowe". 
Takim miejscem jest właśnie ta chata. Drewniana, składająca się z dwóch mieszkań. W każdym z nich pozostał ogrom przedmiotów po byłych mieszkańcach. Szczególnie jedno z nich zachwyca tym, z jakim smakiem zostało urządzone. Wszystko wygląda tak, jak gdyby to mieszkanie zaczęło zamierać w międzywojniu. Meble pochodzące z tego kresu, bardzo stare książki z tłoczonymi okładkami, lustra, lampy...wszystko to budziło bardzo mocne uczucie sentymentu i straty, ponieważ ciężko patrzeć na coś tak pięknego, co być może skazane jest już na stratę. Ciągle miało się także wrażenie, że zaraz elegancka staruszka poczęstuje nas herbatą bądź kawą i porozmawiamy o literaturze, sztuce, kulturze... Mogłaby zapewne wiele opowiedzieć o swojej pracy na "Torze wyścigów konnych Służewiec", którą wykonywała przed laty. Zapewne dojazd z tej części Warszawy na ten tor wówczas był naprawdę trudny. Mogłaby na pewno wspomnieć o sąsiadach, którzy mieszkali za ścianą. Jacy byli? Po nich nie pozostały żadne zdjęcia, tylko meble i imponująca mozaika na ścianie, która musiała wpadać w oko odwiedzających. 
Te mieszkania są tymi, w których wyczuwa się ciepło i spokój, z których nie chcę się wychodzić. To kawałki dawnej Warszawy, która powoli znika pomiędzy szklanymi domami.



Fotorelacja z listopada 2017






















Przewodnik bezkresu. Opuszczone hale przetwórni owocowo-warzywnej "Owintar"

By // Brak komentarzy:
O miejscu tym pisałam już 2 lata wcześniej. Prezentowałam wówczas tutaj budynek, który należał do administracji, jednocześnie jest to najstarszy budynek, który zachował się jeszcze po browarze Sanguszków. O historii tego browaru przeczytać można w moim wpisie z 2016 tutaj (wstawiam ponownie, aby nie umknęło) ;)
Dzisiejsza część, którą zaprezentuję to budynek przetwórni owoców, który wybudowano znacznie później, już podczas działania tam "Owintaru". Przetwórstwo to działało w tym miejscu od 1947 roku aż do wielkiego kryzysu na przełomie lat 80. i 90., kiedy to wraz z nadejściem wolnej Polski, pojawił się również wolny rynek, czego wiele przedsiębiorstw nie mogło przetrwać. "Owintar" także nie poradził sobie z konkurowaniem na rynku i po prostu w latach 90. ostatecznie zamknięto bramy zakładu. Od ponad 20 lat teren o wielkości 3,5 hektara jest nieużywany, niszczeje i starzeje się w bardzo mało szlachetny sposób. Miasto chce się pozbyć tego straszącego tarnowian i przyjezdnych obiektu, wielu zresztą nazywa go "tarnowskim szkieletorem" lub określa w inny, aczkolwiek równie niepochlebny sposób. Mówi się o zagospodarowaniu tego miejsca, jednak jedyne, co dotychczas przyszło do głowy, to zbudowanie w miejscu "Owintaru" kolejnego Kauflandu. Póki co na szczęście nie ma zgody na postawienie blaszanej puszki zwanej marketem i unicestwieniu wartościowego pod względem historycznym budynku administracji.
Dzisiaj po obiekcie snuje się młodzież, która nie wie co z sobą zrobić, poszukiwacze złomu czy bezdomni. Jeden z tej ostatniej grupy zastał nas w obiekcie, zdecydowanie szukał kontaktu, został naszym przewodnikiem, chociaż sami poradzilibyśmy sobie bez problemu. Opowiadał o całym swoim życiu, alkoholizmie i upadku. Prowadził podmokłymi lub całkowicie zalanymi piwnicami i podziemiami, żeby pokazać nam parę zdezelowanych mebli, które w jego mniemaniu były ciekawe. Nic dziwnego, skoro w środku niewiele zostało, taki mebel mógłby stanowić swego rodzaju atrakcję, zawsze to coś, co zostało z pierwotnego wyposażenia. Na końcu poprosił o zapłatę za to oprowadzanie, przecież była końcówka sierpnia, latem może być gorąco, pić się chce a pić byle czego - nie warto...
Nie warto także zapominać o miejscach, które w jakiś sposób odegrały ważną rolę w rozwoju naszych miast. Zwłaszcza, że to często z ich okien, z ich dachów widać rozwijające się miasto i czasami zupełnie nowe. Widać bezkres. 
Ja dzisiaj w ramach przypomnienia zaprezentuję - może już po raz ostatni - hale produkcyjne "Owintaru".

Fotorelacja z sierpnia 2017 roku












Followers

Recent Posts

Popularne Posty

Popularne Posty