sobota, 21 kwietnia 2018

Dzikość leśnego serca. Ostatni kurs motoryzacyjnej historii, cz. I

Jest takie miejsce za Warszawą, gdzie czas się zatrzymał. Historia zaparkowała po ostatnim kursie, dała sobie czas, by zarosnąć, by o niej zapomnieli.
Nie wszyscy zapomnieli, niektórzy szukają, podświadomie kierowani jakimiś uczuciami trafiają właśnie tutaj. Murów nie widać, wszystko zarośnięte. Trafić można tutaj nawet przypadkiem, podczas póznego, sierpniowego popołudnia szukając  grzybów. To przecież las, dzika zieleń zarasta ten ogromny teren. A wśród nich są one...
Te piękności przeżyły niejedno. Ich piękno aktualnie nie jest takie widoczne, po pierwsze roślinność, które je zarasta nie pozwala, aby były dla niej konkurencją, po drugie - są już nieco sfatygowane przez czas, nadżarte przez rdzę oraz czynniki działające z zewnątrz. Wyobrazić sobie tylko można, kto niegdyś prowadził te samochody, kto zajmował tylne siedzenia, kto do nich wzdychał i marzył o tym, żeby mieć taki sam samochód. Niektóre z nich wyprodukowano w Polsce, niektórymi przyjechano z zachodu i tutaj już zostały, jeszcze inne, wielkie i siejące trochę grozy przywędrowały z równie ogromnych i groźnych terenów wschodnich. Czasami zdarzyło się, że po kimś coś zostało - opakowanie po kasecie, której słuchano w podróży, szalik, apaszka, czasami paczka papierosów. Palili "Marlboro", obok nich siedziały eleganckie kobiety... Czar PRL.
Dzisiaj niewiele są warte takie historie, niewiele warte są te zdezelowane samochody, nikt nie zachwyci się nimi tak, jak kiedyś, nie pozazdrości, może w duchu nawet się ucieszy, że tak skończyły. Mnie ogarnęło ich piękno, zauroczyły mnie i gdybym mogła, to wybrałabym się którymś z nich w ostatnią podróż. Ale dzisiaj to dopiero początek...

Fotorelacja z lipca 2017 roku


























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia