Przerwana lekcja życia. Opuszczona szkoła na Śląsku, cz. I

By
Advertisement
Kiedy zobaczyłam budynek tej szkoły, pomyślałam, że to będą szybkie zdjęcia. Ot, pooglądam kilka pozostawionych podręczników, zobaczę klasę w nieładzie i to będzie wszystko. Co ciekawego może być w budynku, który przypomina zwykły, szary blok z płyty, który z pewnością pamięta świetność ustroju komunistycznego? No zapewne niewiele - jakieś stare, wysłużone zabawki i pomoce naukowe, hasła socjalistyczne wymalowane na transparentach i obrazy Lenina oprawione w ramę.
Jednak szczęśliwie się rozczarowałam, moja wizja była całkowicie błędna. Być może miejsce nie emanowało pozytywną atmosferą, ale jak mogłoby tak być, skoro teraz stoi puste a jeszcze do niedawna po korytarzach biegały dzieci. Miejsce wtedy naprawdę żyło.
Dzisiaj korytarze witają nas nie rozkrzyczanymi dziećmi, a masą sprzętów do aktywności fizycznej, które zawalają prawą część szkoły. Stół z piłkarzykami czy też bujawki stłoczone są tuż przy toaletach. Pierwsza sala, do której weszłam od razu zrobiła przygnębiające wrażenie. Tuż przy sprzęcie, który niegdyś był pomocą na lekcjach chemii wisiała biała koszula, tak niezbędna do stroju galowego, który każdy z nas zakładał na ważne uroczystości szkolne. Pamiętacie pasowanie na ucznia? Być może któraś z dziewczynek właśnie w niej dostąpiła tego zaszczytu i może się okazać, że ta zwykła koszulka była świadkiem tej ważnej chwili. Oprócz takiego dość melancholijnego widoku w całej sali możemy zauważyć dużo sprzętu. Figury geometryczne do nauki matematyki, małe organy do wygrywania muzyki, rzutnik, przykłady flory i fauny zmieszczone w małych kwadratach - wszystko tutaj można znaleźć. Kiedy spojrzymy przez rozbite okno widzimy plac zabaw i zarośnięte boisko szkolne - kiedy dzieci bawiły się tutaj po raz ostatni? Patrząc na wysokość traw, chyba bardzo dawno.
Nie zatrzymuję się długo na parterze, chociaż wiem, że jeszcze wrócę do części, która znajduje się na lewo od wejścia. Wchodzę schodami do góry, robi się coraz smutniej, bo przy samym wejściu na pierwsze piętro wisi ogromna biało - czerwona flaga. Zmęczona, zdezelowana, trochę jak to miejsce.
Kolejne sale są jeszcze lepiej wyposażone, ale niestety - bardziej zniszczone. Chyba ktoś szukał tutaj czegoś cennego, chociaż wątpię, że znalazł to, czego szukał. Na kliszy, która wisi na firance widać mężczyzn, którzy pochylają się nad białymi kartami, zapewne jakimiś dokumentami - wygląda to tak, jakby je podpisywali. Ciężko niestety odgadnąć, kto jest powielony na tej kliszy, zdjęcie bowiem jest w tej postaci niewyraźne. Być może upamiętnia ważny moment dla naszego kraju albo dla tej niewielkiej, wiejskiej szkoły...? To niestety kolejne pytanie, które pozostaje bez odpowiedzi.

Fotorelacja z 24 września 2016 roku


























1 komentarz:

  1. O kurde! Masa artefaktów wewnątrz, już dawno nie trafiłem na coś takiego, gratuluję. Mam sentyment do szkół, bo mój pierwszy większy urbex, to porzucona po reformie wprowadzającej gimnazja podstawówka. Po bodajże pięciu latach od zamknięcia, wnętrza wyglądały jakby kilkadziesiąt lat wcześniej przetoczyło się przez nie tornado, zdemolowało i wywiało wszystko w cholerę. Na szczęście strych porył mi łeb do tego stopnia, że od tamtej pory zaczęło się na poważnie ganianie po tego typu lokacjach. Do śmierci nie zapomnę stert lalek i kości z rozbrojonych szkieletów - musieli mieć nieźle wyposażoną salę od biologii. ;)

    Pozdrawiam,
    Damian

    OdpowiedzUsuń

Followers

Recent Posts

Popularne Posty

Popularne Posty